Zabawy z tatą

9EFBD07131

A man is never as big as when he is on his knees to help a child.

Pythagoras

Ojcze, tato, tatusiu… Małe usteczka otwierają się by dać wyraz więzi jaka łączy mężczyznę ze swoim dzieckiem. Więzi, która budowana od początku, daje nadzieję na partnerstwo oparte na szacunku i miłości w dorosłym już życiu tej małej istoty.

Jestem tatą i wiem jak czasami trudno dać wyraz miłości, którą darzę swoje dziecko. Kiedy bowiem na nie patrzę, myślę że najprostsza a zarazem najtrudniejsza droga wiedzie przez zabawę i proste, drobne czynności, które są pomostem między moim światem, a światem małego dziecka.

Odwracam twarz w kierunku przeszłości i poszukuję wzorca, który da mi to czego na chwilę obecną potrzebuję. Czy mój Tata kiedykolwiek bawił się ze mną? A jeśli tak, to jak? Czy wogóle chciałbym, aby się ze mną bawił? Szukam punktu odniesienia i nie bardzo znajduję. Wielu z nas żyje w pewnego rodzaju próżni. Wzorce i role społeczne bardzo szybko się zmieniają. Żyjemy w czasach, w których mężczyzna nabiera świadomości wychowawczej w stosunku do swojego dziecka. Czym objawia się ta świadomość? M.in. tym, że obecnie mężczyzna spędza więcej czasu ze swoim dzieckiem niż jego ojciec z nim; że darzy je większą uwagą i zainteresowaniem; że współuczestniczy w życiu swojej rodziny w sposób zaangażowany, a przede wszystkim, że bawi się ze swoim potomkiem. Czasy kiedy mężczyzna zarabiał pieniądze na utrzymanie rodziny, a kobieta dbała o ognisko domowe rodziny, już dawno minęły. Wystarczy rozejrzeć się dookoła. Coraz częściej na spacerze można spotkać mężczyznę pchającego przed sobą wózek, przebywającego na placu zabaw, czy realizującego wspólnie z dzieckiem własne pasje. Są jednak też tacy, którym pomimo chęci trudno zdobyć się na wysiłek budowania więzi ze swoim potomkiem. Dzieje się tak z różnych powodów. Czasami mam wrażenie, że jako mężczyznom łatwiej by nam było, gdyby ktoś konkretnie powiedział nam jak to zrobić, przedstawił scenariusz zabaw, albo parę pomysłów. Może przy tym pojawiać się obawa, że nie zrobię tego wystarczająco dobrze? Że wygłupię się, nie tyle przed własnym dzieckiem, co przed sobą samym? Powiem Ci szczerze, że dziecku nie potrzeba ani scenariusza, ani sztywnych ram i zasad, konkretnych z góry ustalonych reguł gry. Ono potrzebuje tylko Twojej uwagi, Twojego zaangażowania. Nie ważne jest czy będzie to poszukiwanie skarbów w lesie, czy wspólne robienie latawca, albo zbieranie drewna na opał, dziecko chce być ze swoim ojcem, chce czuć jego obecność, a nader wszystko jego akceptację. To daje mu poczucie bycia kochanym przez obojga rodziców, jak również ogromny zastrzyk dla poczucia własnej tożsamości i wartości, które jest fundamentem do podejmowania wyzwań i działań na późniejszym etapie życia.

Bycia ojcem uczymy się zazwyczaj w osamotnieniu. Po pierwsze dlatego, że jako faceci nie mamy w zwyczaju rozmawiać z innymi o naszych trudnościach, problemach, stanach emocjonalnych, etc. a po drugie, że nie bardzo otrzymaliśmy w spadku po naszych ojcach wzorzec, który dawałby nam narzędzia do tego, aby już od małego budować więź z naszą pociechą. Moment, w którym klękam na kolanach przed moim dzieckiem aby się z nim pobawić, to wielka i wspaniała chwila, zarówno dla mnie jak i dla niego. To najokazalszy czyn jaki wielki człowiek może uczynić w kierunku tego małego… W tym geście zawiera się mądrość świata dorosłych, poczucie troski i bezpieczeństwa, wsparcie i wrażliwość, a nader wszystko wyraz Miłości.

Bawić się? Ale jak?

Stoi przede mną mały człwwiek a jego oczy płoną ogniem pragnienia. Wróciłem z pracy, a ono prosi o kontakt, o uwagę. Chce wspólnie pobyć, zazwyczaj na swój dziecięcy zabawowy sposób. Ja zmęczony, w głowie pustka…Bawić się? Ale jak?
W co?

Wszystkie te pytania są w zasadzie pytaniem o naszą kreatywność. Na ile jestem w stanie zrobić coś z niczego. Podniosę pantofla, który ożywa za sprawą mojej ręki i mojego głosu. Jeśli dziecko jest malutkie z radością zaangażuje się w tę zabawę: można je gonić, prosić aby coś podało bucikowi, aby tupało tak jak pantofelek… Im starsze (6 +), tym konkretniejsze można dawać „polecenia”: tupnij lewą nogą tyle razy ile pantofel, podskocz tyle razy ile pantofel, etc. Wynika to z ogólnych zasad rozwoju poznawczego dziecka. Taki sześciolatek jest już na innym etapie operacji umysłowych niż np.czterolatek.

Zrobić pantoflowe miasteczko? A jakby wyglądało? Kto by w nim zamieszkał? To nie musi być pantofel. Może to być kawałek szmatki, albo po prostu pacynka. Może to być również ziemniak, czy długopis. Dla małych dzieci, które całkowicie zanurzone są w świecie fantazji (4 -), forma nie jest tak istotna. Wszystko może być wszystkim.

No tak, tylko że ja nie jestem taki kreatywny, żeby wymyślać historyjkę
z pantofelkiem w roli głównej trwającą co najmniej pół godziny. Cóż więc innego?

Będąc blisko małych dzieci wiem z pewnością, że one uwielbiają współuczestniczyć w codziennych pracach, oraz majsterkować. Wspaniałą okazją do bycia z dzieckiem, a także do zabawy z nim, są sytuacje zadaniowe z życia codziennego, w które można zaangażować dziecko. Może to być mycie, zamiatanie, porządkowanie półek, obieranie warzyw, gotowanie, pranie, czy porządkowanie ogrodu. Im mniejsze jest dziecko, tym zakres czynności jest mniej skomplikowany. Ważne jest, aby mogło pomóc, mogło współdziałać na tyle, na ile pozwala mu jego indywidualny etap rozwojowy. Jeśli wieszam pranie, to 2-latka proszę aby podał mi ubrania z miski, 4-5 latek może już wieszać je razem ze mną. Tak samo zamiatanie: małemu dam malutką zmiotkę na jego możliwości, nie wymagając przy tym, że cokolwiek uda mu się starannie zamieść, gdyż on dopiero nabywa tych umiejętności poprzez eksperymentowanie z przedmiotem – miotełką. Do tego jego panowanie nad ciałem, koordynacja ruchowa dopiero się kształtuje. Większemu dziecku mogę przytrzymać szufelkę, tak by mógł zmieść na nią śmieci, a starsze dziecko zostawiam same z tą czynnością, albo daję mu dużą miotłę, a ja domiatam małą. Podczas gotowania mogę poprosić o podawanie warzyw, o wspólne obieranie, cięcie, aż po mieszanie na patelni, czy w garze. W ogrodzie dziecko z pewnością chętnie będzie przywoziło zgrabione liście małą taczką, albo wózkiem, a kiedy będzie starsze to na pewno wyzwaniem będzie utrzymanie dużej taczki w równowadze i zmierzenie się z jej ciężarem… Robienie porządków w stolarni, szafie, albo piwnicy, to także nie lada okazja do spędzenia czasu ze swoim dzieckiem, przy jednoczesnym zaspokojeniu własnych potrzeb.

W takich prostych, życiowych, codziennych sytuacjach, dziecko nabiera pewnych nawyków, uczy się świata poprzez działanie, a to najlepszy dla niego sposób na tym etapie rozwojowym. Przebywając i pomagając dorosłemu, czuje się ważne, pomocne, potrzebne, a to idzie w parze z poczuciem własnej wartości, poczuciem sprawstwa, z niewypowiedzianą akceptacją płynącą ze strony dorosłego, który zaprasza do swojego dorosłego świata zachowując przy tym rozsądne granice.

 

Mierz zamiary podług sił

Dzieci uwielbiają majsterkować, konstruować: wycinać,przyklejać, wbić gwoździa młotkiem, upiłować kawałek drewienka, skleić coś. Ich zapał i pęd ku działaniu, ku eksplorowaniu, można wspaniale wykorzystać do budowania wspólnej więzi. Ze starszymi dziećmi (4+) można układać wieżę np. z pudełek po zapałkach. Późnej można tę wieżę skleić i zobaczyć jak wysoka ona stanie. Można połączyć pudełka po zapałkach w duże pudełko z małymi skrytkami, obklejając np. całość papierem. Wspaniale działa na dziecko piłowanie albo wbijanie gwoździ. Takie czynności nie są tylko zwykłym majsterkowaniem. Za nimi kryją się istotne dla tego wieku rozwojowego umiejętności. Piłowanie to wytrwałość i równowaga, którą trzeba wyczuć odpowiednio trzymając piłę w ręce. Wbijenie gwoździ to również poczucie równowagi oraz ćwiczenie koordynacji wzrokowo – ruchowej, celności i precyzji.

Przy takich pracach dziecko mierzy się z materią, nabiera pewności siebie i sprawstwa. Ważne aby dawać przy takich okazjach zadania na miarę możliwości dziecka. Sześciolatek, w przeciwieństwie do młodszych dzieci, może wbijać dużo większe, lub malutkie gwoździki, można mu narysować np. koło na desce albo pieńku, tak by mógł wbijać gwoździe po konturze. Młodsze dziecko zadowoli się tylko samą czynnością wbijania, ważne jednak aby gwóźdź nie był za duży (najlepiej z szeroką główką), a drewno nie za twarde. Pamiętajmy, że dla dzieci ważne jest przeżycie jakie towarzyszy każdemu odkryciu, każdej samodzielnie wykonanej czynności, każdemu małemu Mount Everestowi, który zdobywa stawiając samodzielnie kroki przez życie. Jesień i zbliżajaca się zima to idealny czas, aby wspólnie zrobić karmnik. Taki projekt można już spokojnie wykonać z 4 – latkiem, oczywiście dostosowując poziom trudności wykonywanych czynności do wieku i możliwości dziecka. A jeśli jeszcze tworzenie projektu wzmocnione zostało np. opowieścią o ptaszku, który nie miał co jeść, ale na szczeście mały chłopczyk/ dziewczynka wraz z Tatą zrobili dla niego karmnik, będzie to wtedy niewątpliwie wielkie przeżycie, które na trwałe zapisze się w pamięci dziecka, wzmacniając również jego postawę wobec świata przyrody. Tata może przy dziecku narysować projekt karmnika, albo zrobić to razem z nim (wtedy odczytanie takiego rysunku wymaga uaktywnienia wyobraźni od dorosłego.  Kiedy już wiemy jak będzie wyglądał karmnik, można zastanowić się które z poszczególnych etapów, czynności może wykonać moje dziecko samodzielnie (np.piłowanie małą piłką, szlifowanie papierem?), które razem ze mną (klejenie, zbijanie, odmierzanie miarką?), a które wykonam osobiście (odmierzanie, wiercenie, wkręcanie wkrętarką, etc.). Nie ma nic wspanialszego, kiedy zrealizowany projekt zaczyna żyć. Kiedy dziecko codziennie ma możliwość zanieść resztki kaszki, albo ziarenka do karmnika i z niecierpliwością oczekiwać gości na obiedzie.

 

Działać z dzieckiem ale nie za dziecko

Przy każdej zabawie, małym projekcie wykonywanym razem z małą pociechą, ważne jest aby być i działać razem z dzieckiem, a nie za dziecko. Często jest tak, że wykonywana przez nas praca, tak nas „wciąga”, że projekt „małego”, staje się projektem „dużego”, że zamiast wspierać i pomagać dziecku w jego czynnościach, zaczynamy przejmować inicjatywę, przysłaniając tym samym chęć i zapał do działania małego majsterkowicza. Bardzo istotne jest tu umiejętne obserwowanie dziecka, podążanie za jego potrzebami i możliwościami z jednoczesnym wybieganiem niejako o krok przed nim. Kiedy wiem ile i co potrafi moje dziecko, wtedy mogę świadomie je wspierać. Nie będę dawał mu do zrobienia za trudnych rzeczy (aby się nie zniechęciło), ani nie będę go wyręczał. Obserwując własne dziecko widzę również jak fascynujące są te drobne kroczki codziennego życia, które nigdy później nie będą tak doniosłe, wielkie i odkrywcze.

Podążać za dzieckiem

Pomysłów na zabawy z dzieckiem jest w zasadzie tyle, na ile nieograniczona jest nasza wyobraźnia. Zawsze możemy także sięgnąć po literaturę lub przykłady zabaw zamieszczanych na portalach internetowych. To jednak może być dość ryzykowne. Często bowiem proponowane aktywności nie biorą pod uwagę możliwości i potrzeb rozwojowych dziecka na danym etapie. Nierzadko chcąc przyśpieszyć, bądź wzmocnić jakąś umiejętność, czy kompetencję, można uczynić więcej szkody, aniżeli pozwoliłoby się dojrzewać dziecku w jego własnym, zindywidualizowanym tempie. Dlatego dla mnie zawsze najcenniejsza jest własna obserwacja. Na ile moje dziecko potrafi to, czy tamto? Na ile zadaniowość różnych aktywności jest moją potrzebą (chcę aby moje dziecko wiedziało, potrafiło, było takie jak inne dzieci, aby zrobiło coś bo tego oczekuję), a na ile jest to jego własna potrzeba, wynikająca z niepohamowanego pędu rozwojowego? Obserwuję moje dwuletnie dziecko, które siedzi przed nowym prezentem – plastikowym pudełkiem z otworami w różnym kształcie i przypisanymi do nich klockami o takiej samej formie. Widzę, że próbuje włożyć, wepchnąć klocuszki do środka. One są jednak za małe, muszą precyzujnie trafić w otwór, nie ma tam przestrzeni na popełnienie błędu, na niezgrabność ruchową malutkich jeszcze dłoni, na nieskoordynowane ruchy ręki… Widzę z jak wielkim zapałem i ochotą próbuje sprostać zadaniu. Postanawiam więc dać jej kilka kasztanów, kamyczków, orzechów, których nie trzeba przeciskać przez otwory, a które z łatwościa wpadają do pudełka. Zamiast zacięcia i frustracji, widzę uśmiech i radość na twarzy mojej córeczki. Wycinam więc parę różnej wielkości otworów w pudełku kartonowym aby schować w nim różnej wielkości i o różnym kształcie elementy. Moje dziecko może eksperymentować i manipulować nimi do woli. Do wyboru ma tylko trzy – cztery otwory, a nie np. szesnaście jak to miało miejsce w przypadku podarowanej zabawki. Dzięki temu ma szanse całkowicie oddać się eksperymentowaniu.

Najważniejsze, aby być

Czasami myśląc co mógłbym zrobić z własnym dzieckiem, w co mógłbym się pobawić, łapię się na tym, że w konsekwencji nie udaje mi się zrobić nic, albo przynajmniej niewiele. Wtedy zostawiam cały świat projektów, pomysłów, koncepcji, planów i staram się po prostu z nim być. Zawsze wtedy okazuje się, że moje dziecko samo prowadzi mnie do krainy fantazji i zabaw, a ja uświadamiam sobie że wystarczy wtedy tylko obecność: uważnie patrzeć, słuchać i towarzyszyć. Może dziś będziemy odkrywać skarb, może zbudujemy kryjówkę, albo najdłuższą drogę dla samochodów? A może zwyczajnie porzucamy do siebie piłką, poganiamy w berka, pójdziemy na spacer…? Cokolwiek by to nie było, najważniejsze jest zawsze moje zaangażowanie. Wyłączam w takich momentach świat i jestem tylko z moją córeczką bo wiem, że ma to wartość, której nie da się opisać liczbami. Nie zapełniam jej dzieciństwa dodatkowym baletem, zajęciami jogi, angielskiego dla najmłodszych, bo wiem, że na to wszystko będzie jeszcze czas; że za kilka lat pójdzie do szkoły, będzie Pani, koledzy i koleżanki, okres dojrzewania i coraz mniej czasu spędzanego wspólnie… Kolejny krok to liceum i nieuchwytność wspólnie spędzanych chwil, niczym powiew orzeźwiającego wiatru na pustyni… Ale mam nadzieję, że zasiane teraz ziarno wyda plon w postaci szczerego zaufania, więzi opartej na szacunku i Miłości, oraz braterstwa, aż po dorosłe życie mojego dziecka.

Żeby tak mogło się stać, muszę teraz być obecny… być całym sobą, a nie tylko w jednaj czwartej.  I bez znaczenia jest to, co będziemy razem robić; czy będzie to lepienie bałwana, wspólny spacer, wspinanie po drzewach, granie w kulki, kapsle, albo kręgle. Najważniejsze, że przeżywamy te chwile razem, bo to one budują nasze wspólne, rodzinne życie.

 

Maciej Mrozowski – pedagog, obecnie pracujący w przedszkolu waldorfskim „Ziarenko”.

 

 

 

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Zajęcia dodatkowe

or

Log in with your credentials

or    

Forgot your details?